Strona główna / Styl życia / Czy krem na rozstępy Mustela Maternite naprawdę działa w ciąży i po porodzie? Recenzja przyszłej mamy.

Czy krem na rozstępy Mustela Maternite naprawdę działa w ciąży i po porodzie? Recenzja przyszłej mamy.

Czy krem na rozstępy Mustela Maternite naprawdę działa w ciąży i po porodzie? Recenzja przyszłej mamy

„Czy krem na rozstępy Mustela Maternite naprawdę działa w ciąży i po porodzie?” – to pytanie zadawałam sobie, zanim w drugim trymestrze wylądował w mojej kosmetyczce. Testowałam go przez 5 miesięcy, a teraz dzielę się szczerą opinią. Czy warto wydać około 100 zł na ten produkt? I czy faktycznie chroni przed „paskami”, które spędzają sen z powiek wielu ciężarnym?

Mustela Maternite – co to za krem i jak działa?

Mustela to francuska marka specjalizująca się w kosmetykach dla mam i dzieci. Ich flagowy produkt, krem na rozstępy Maternite, ma w składzie m.in.:

  • Awokadynę – patentowany składnik wzmacniający włókna kolagenowe,
  • masło shea i olej ze słodkich migdałów – nawilżają i uelastyczniają skórę,
  • kwas hialuronowy – poprawia gęstość naskórka.

„Działa jak elastyczny bandaż” – tak reklamuje go producent. Ale czy rzeczywiście? W moim przypadku kluczowe było to, że krem nie zawiera parabenów i ftalanów, co dla wielu przyszłych mam (w tym dla mnie) jest priorytetem.

Jak stosowałam krem? Moja rutyna w ciąży

Zaczęłam smarować brzuch, biodra i piersi regularnie od 16. tygodnia ciąży. W pierwszym miesiącu – 2 razy dziennie (rano i wieczorem), potem, gdy skóra stała się bardziej napięta, nawet 3 razy. Konsystencja jest dość gęsta, ale wchłania się w minutę, nie pozostawiając tłustej warstwy. Zapach? Delikatnie ziołowy, nie drażnił moich nadwrażliwych węchowych receptorów (a w ciąży bywało z tym różnie!).

„Pamiętam ten wieczór, gdy mój mąż powiedział: »Chyba przesadzasz z tym smarowaniem«. Odpowiedziałam tylko: »Lepiej zapobiegać niż leczyć«”. I miałam rację – mimo szybkiego przyrostu wagi (aż 18 kg do 34. tygodnia!) rozstępy pojawiły się dopiero… ale o tym za chwilę.

Wyniki po 5 miesiącach stosowania

Do 36. tygodnia byłam pewna, że Mustela to magia w tubce. Zero zaczerwienień, zero śladów. Niestety, tydzień przed porodem na dolnej części brzucha pojawiły się trzy cienkie, różowe linie. Czy to porażka? Nie do końca. Dlaczego?

  • Genetyka: Moja mama miała rozległe rozstępy, więc byłam w grupie ryzyka.
  • Skala problemu: Bez kremu mogłoby być ich 10x więcej – tak sugerowała moja położna.
  • Gojenie Po porodzie ślady szybko zbladły, a krem nadal pomagał w regeneracji.

Porównanie z innymi kremami (Bepanthen, Bio-Oil)

Testowałam też dwa popularne zamienniki:

  • Bepanthen (ok. 30 zł) – dobrze nawilża, ale brak składników stymulujących kolagen.
  • Bio-Oil (ok. 50 zł) – lekki, ale u mnie wywołał swędzenie.

Mustela wypadła najlepiej, choć jest droższa. Czy warto dopłacać? Jeśli budżet pozwala – tak.

Czy polecam Mustela Maternite na rozstępy?

Podsumowując: ten krem nie gwarantuje 100% ochrony, ale znacznie zmniejsza ryzyko i skalę problemu. Działa też świetnie jako intensywny emolient po porodzie. Minus? Cena – w styczniu 2024 roku kosztuje około 95-110 zł za 150 ml.

Moja rada: Jeśli masz skłonności do rozstępów lub szybko przybierasz na wadze, połącz go z delikatnym masażem i kontrolą wagi. U mnie to trio zadziałało w 80% – i to już jest sukces ;).

A Ty? Stosowałaś Mustela Maternite w ciąży? Podziel się opinią w komentarzu!

Tagi:

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *